Z RODZINĄ NAJLEPIEJ WYCHODZI SIĘ NA ZDJĘCIU TEKST ZE SPECIALNĄ DEDYKACJĄ DLA MOJEJ RODZINY

     Należałoby dodać, że jeszcze w środku, bo nie mogą cię wyciąć …..

      Zawsze myślałam, że mam całkiem fajną rodzinę wiadomo jak w każdej albo w prawie każdej zdarzają się jakieś zgrzyty itd. ale właśnie okazało się zupełnie inaczej, tak naprawdę okazało się, że oprócz takich najbliższych mi osób (czyt. dzieci, męża, mama, tata, siostra, brat (choć nie mam z nim kontaktu od 3 lat) nie mam zupełnie nikogo.. 

       Zaraz pewnie posypią się gromy, przecież masz dalszą, rodzinę a prawda jest taka, że owszem mam ciotki, siostry cioteczne ich dzieci itd. a w praktyce są to dla mnie już obce osoby. Już spieszę z wyjaśnieniami dlaczego właśnie tak pozwoliłam sobie napisać ..
     Wszystko zaczęło się jakieś 3 lata temu od chrztu Mai ,a gwoździem do przysłowiowej trumny był nasz ślub w 2015 roku. Ze względów finansowych nie mogliśmy sobie pozwolić na huczną imprezę i tak ze ślubem zwlekaliśmy już kilka lat, aż w końcu padła decyzja bierzemy ślub, zapraszamy tylko kilka najbliższych nam osób i na tym koniec (od zawsze wiedzieliśmy, że musimy wszystko opłacić sobie sami i nie mamy o to żadnych pretensji, takie życie a też nie chcieliśmy brać kredytów, pożyczek, miało to być w granicach naszych możliwości). Wiec na naszym ślubie z nami , dziećmi było 14 osób i niby wszystko pięknie ładnie, życzenia, gratulacje, ale no właśnie tu pojawia się to ale ….. PRZESTAŁAM ISTNIEĆ DLA MOJEJ RODZINY
   Smutne to bardzo pisząc ten tekst łezka się w oku kręci, ale strasznie mi to ciąży więc postanowiłam właśnie dziś i właśnie tu rozprawić się z tym raz na zawsze.
   Zapytasz mnie, dlaczego tak właśnie uważam, że przestałam dla ich istnieć, ja pośpieszę z wyjaśnieniami otóż jeżeli w rodzinie pojawia się jakaś impreza czyt. ślub, komunia, urodziny, chrzciny, osiemnastki zapraszana jest cała rodzina dosłownie cała ….. OPRÓCZ NAS .
   Moja mama zawsze mi tłumaczy, bo wy mieszkacie daleko nie przyjedziecie itd. Ja już jej nic nie mówię co ona jest winna , ale do jasnej cholery co ja na GRENLANDII mieszkam kuźwa to tylko 250 km i może nie na każde imieniny do ciotki klotki wpadniemy, ale na większe uroczystości...... Nigdy nie dostaliśmy żadnego zaproszenie (przecież ja na tym zadupiu nie mam telefonu, nie ma poczty czy internetu ) .
    Wiecie jak ja się czuje jak słyszę o kolejnej rodzinnej imprezie jak takie śmierdzące jajo, o którym najlepiej zapomnieć, nie mówić.
    A najbardziej mnie wkurwia i boli, jak przyjadę z dzieciakami do rodzinnego domu, to przychodzą siostry cioteczne, ciotki ochy i achy na mój i dzieci temat, prezenciki, słodkości tylko do momentu wyjazdu. Później znowu przestajemy istnieć …....
   Szczerze to i ja już przestałam pisać życzenia, cudować ewentualnie na FB, zresztą na każde nasze zaproszenie jest taka sama odpowiedz, bo to daleko, macie małe mieszkanie, trzeba specjalne się wybierać, bo to nie po drodze SERIO.
   Połowa mojej rodziny nie zna moich dzieci, męża samo życie.
   To jest ostatni raz, kiedy o tym postanowiłam coś powiedzieć czy napisać to jest takie moje rozprawienie się z tym tematem, wywalić to z siebie i zapomnieć ŻYĆ DALEJ.
    Teraz we wrześniu jest kolejne wesele, ale ja już nie zamierzam się stresować i denerwować, bo w sumie co weekend duża liczba obcych mi ludzi bierze ślub......
    Jak powiedziałam Adamowi, że będę pisać taki tekst zapytał mnie, a co będzie jak pojedziesz do rodziców, bo przecież na początku sierpnia wyjeżdżacie odpowiedz była jedna mam to w dupie  a, że mam ja dużo sporo mieści i tyle w tym temacie.........

Komentarze

  1. Współczuję Ci, bo widzę, że bardzo Cię to boli. Moja sytuacja jest bardzo podobna, z tym, że odległość trochę większa - ok. 400-500 km ( w zależności od trasy). I to naprawdę jest wyprawa. Mam liczną rodzinę, na moje wesele zapraszałam wszystkich, ale w sumie z mojej rodziny było 14 osób, włącznie z tymi najbliższymi. Większość nie przyjechała, bo daleko.
    Zauważyłam też, że rodzeństwo mojego taty ma do niego jakiś taki żal, że tak daleko się wyprowadził, tak jakby ich porzucił. Teraz znowu mieszka w swoich rodzinnych stronach, ale mam wrażenie, że dla nich zawsze będzie tym bratem, który wyjechał.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz