lipca 01, 2018

Te nieszczęsne place zabaw


Obiecałam ostatnio, że napiszę w końcu o tym, dlaczego ja nie lubię placy zabaw…..


         Najpierw powinnam zacząć od wyjaśnienia to nie jest tak, że ja nie lubię, placy zabaw, jako miejsca nie nie nic z tych rzeczy, absolutnie ja nawet lubię tam chodzić, bo po pierwsze dzieciaki maja kontakt z innymi dziećmi a po drugie przychodzą uszarpane jak nie wiem, co wiadomo, czym bardziej wyszalały się na dworze tym spokojniej w domu jak to zawsze mawiała moja mama po takich szaleństwach siusiu paciorek i spać ( no dobra nie zapominajmy jeszcze, że te małe brudaski trzeba doszorować bywają takie chwile, że bez szczoty ryżowej ani rusz, i jeszcze wpadają do domu wygłodniałe jak lwy mmmmm jak Ja lubię ten stan, bo nie ma marudzenia tylko pochłaniają małe jamochłoniki wszystko, co im na stół postawisz bez tego mamo a ja nie chce kiełbaski a ja nie chce serka a ja nie chce tego i siamtego). 




        Oczywiście nie mówię tu o wszystkich  ponieważ bardzo często można spotkać tam jakiś fajnych rodziców z którymi można porozmawiać, pośmiać się . 





Ale wracając do tematu wiecie, czego ja nie lubię:

  • Atmosfery 
 zdecydowanie atmosfery tam panującej nie lubię najbardziej. Oczywiście nie miedzy dziećmi, choć te też czasem doprowadzają mnie do szaleństwa, ale miedzy mamuśkami tam przebywającymi. Kurde siedzą czasem całymi dniami jak by domu nie miały i tylko od drzwi ( tak spora cześć jest u nas ogrodzona, huraaaaa) o to ta  taka siaka i owaka, a ta ma już 4 chłopa a ten mały to …. I tu sypią się oj sypią się…. epitety przeróżne aż czasem uszy więdną. Tak to zdecydowanie  obciąża mój system nerwowy na dość długi czas.
        I żeby mnie tu zaraz nie zjedli nie mówię tu o mamach spotykających się z koleżankami, na pogaduszki czy mile spędzone chwile ja im tam nawet troszkę zazdroszczę, że mają z kim iść .Bo to super chwile dzieciaki się pobawią, a mamy sobie przysłowiowo odsapną zresztą po to właśnie zostały stworzone te place zabaw. 

  • Pretensje mamusiek :
 o to, że moje dzieci się nie chcą dzielić? Jak Józio był mały to ja chciałam by się dzielił wiecie był takim super dzieckiem grzeczniutkim, milutkim och i ach. I co i guzik z tego, bo choć zdarzało mu się dzielić to później jak on chciał by jakieś dziecko się z nim podzieliło to było larmo dopiero, bo on biedak nie rozumiał, dlaczego ktoś bierze jego zabawki a on nie może. Skutek był taki, że przestał się dzielić zabawkami z innymi i tak mu zostało do dziś słowo do dziś ma ogromny problem z dzieleniem i patrząc na to przy Majce już nie popełniłam tego samego błędu. Owszem ja im tłumacze, że należy się dzielić i tak robią, ale nie zawsze chcą i nie zawsze to robią ( żeby nie było jak nie chcą się podzielić swoimi to i nie mogą mieć pretensji, że jakiś mały obywatel nie chce się z nimi podzielić, mam nadzieje, że wiecie, o co mi chodzi. W skrócie nazwałabym to transakcją wymienną.) Ja sama musiałam poukładać  sobie to w głowie przecież ja nie dziele się wszystkim to czemu mam zmuszać do tego swoje dzieci. Mają ochotę to się dzielą nie to nie, toczymy mnóstwo rozmów na ten temat i wierze, że przyniesie to w końcu upragnione efekty. 
  • Spojrzenia
Ach te spojrzenia , gdy moje dzieciaki robią aferę. Kurde weszliśmy w taki okres gdzie zarówno  Józio jak i Maja  często robią afery o byle, co ogólnie są  bardzo niecierpliwi do tego Józio jak mu coś nie  wychodzi zaraz rzuca, płacze nery sięgają zenitu ( ma to po mamusi ) i wtedy zaczynają się te spojrzenia szepty eh …. Zastanawiałam się czy nie  wywiesić  nam na plecach opinii od lekarzy, TAK JESTEŚMY ZDROWI ZARÓWNO NA GŁOWĘ JAK I NA NOGI .
         Tu sama się bije w piersi jak dzieciaki były małe i widziałam takie dzieci w duchu sobie myślałam aaa moje takie nie będą, będę takie idealne grzeczne spokojnie eh te pobożne życzenia i tak sobie myślę, że w tym miejscu powinnam PRZEPROSIĆ KAŻDĄ MAMĘ KAŻDEGO TATĘ ŻE WŁAŚNIE TAK SIĘ ZACHOWYWAŁAM BO DZIŚ JA ICH ROZUMIEM Z CAŁEGO SERCA CO ONI WTEDY CZULI…..
  • Telefony 
ostatnią taką sytuacją są rodzice wgapieni w telefony i w ogóle mają wywalone na swoje dzieci ( i żeby nie było, że ja taka święta jestem, bo też sobie coś tam pogrzebie, ale staram się jak najwięcej czasu zwracać uwagę, co robią te moje „aniołki ‘’) ja tu raczej mówię o takiej sytuacji gdzie rodzice mają je w czterech literach .
        To powoduje, że dość rzadko bywamy na takich bardzo obleganych placach zabaw, wolę takie kameralne.
      Liczę się z tym, że mogę zostać zjechana za ten tekst, ale postanowiłam, że ten blog jest jak by moim pamiętnikiem i będę w nim pisać wszystko, co mi na sercu leży ale wiecie co jest najlepsze myślałam że tylko ja jestem jakaś dziwna no dobra taką trochę kosmitką ale jak zagłębiłam się w temat okazuje się że takich jak ja jest więcej uff kamień serca bo już myślałam ze mnie na jakieś badania naukowe wezmą….
A jak jest z wami, lubicie chodzić na place zabaw ?? ……



  

  


 

















 

 
 









3 komentarze:

  1. My mamy farta, bo teraz właściwie mieszkamy przy placu zabaw - korzystamy więc najczęściej bardzo wcześnie i bardzo późno, bez tłoku 😉 Zgadzam się z Tobą, sama czasem czuję się jak piąte koło u wozu, bo mamy stąd znają się doskonale, a ja jestem nowa, a do tego... brzydzą mnie plotki i krzywe spojrzenia. Lubię za to, gdy pierwsza i druga klasa wychodziły na przerwy na plac - dzieciaki świetne, super się z Dominikiem bawiły
    😀

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie jestem fanką placów zabaw, więc zdecydowanie wybieram te mniej oblegane.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też niedawno pisałam tekst o placu zabaw :) Lubię je, choć są na swój sposób męczące. Ale dziecko świetnie się bawi, ja nie muszę wymyślać mu atrakcji, mogę o prostu obserwować, jak sobie pięknie radzi :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Świat Olki , Blogger